Rozdział III

poniedziałek, 7.III.2011, 00:17


Długo mnie tu nie było, ale niestety miałam obowiązki, których nie mogłam zawalić. Mam nadzieję, że się spodoba i od razu przepraszam, że tak krótko.

* * *


Tim Knox dwoił się i troił, ale nie był w stanie skupić się na niczym. Nie mógł wyrzucić sobie z głowy obrazu uśmiechniętej, przygryzającej wargi w kokieteryjnym geście Charlotte, która bez pardonu odpinała guziki jego koszuli i ciągnęła go w kierunku sypialni.
Od kilku dni nie odbierała telefonu.
Nie miał dla niej żadnych nowych informacji, racja. Po prostu chciał ją zobaczyć – nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że zdał sobie sprawę z jednej strasznej rzeczy – w ich „układzie” pojawiły się uczucia.
Było to o tyle dziwne, o ile Tim miał pewność, że Charlotte była kobietą, którą kochał.
I która najwyraźniej postanowiła go olać.
W gruncie rzeczy, robił wszystko, by nie dopuścić do siebie myśli, że miłość jego życia mogłaby go ignorować. Było to tak samo absurdalne jak śnieg w środku lata na Górnym Manhattanie.
Tim postanowił ją odwiedzić.
Niedopałek papierosa wylądował w wypełnionej po brzegi popielniczce, a Knox zgarnął z blatu klucze do samochodu i – z kłębowiskiem myśli w głowie – udał się do miejsca, które swego czasu zwykł nazywać „jaskinią rozkoszy” – do mieszkania Charlotte.
Okazało się być puste.
Wszystko wyglądało tak, jak zwykle – świecący się jak psu jajca blat kuchenny, wazoniki, figurki, książki i inne kompletnie niepotrzebne rzeczy poukładane równiutko na półkach, pościelone łóżko...
Tylko jedna rzecz się nie zgadzała. Akta Adama Slatera leżały na biurku kompletnie nietknięte, a krzesło było odsunięte na tyle, że spokojnie mogła się tam zmieścić nawet dość gruba osoba.
Tim poczuł, jak po szyi spływa mu strużka potu.
Coś było zdecydowanie nie w porządku.
Raz jeszcze wykręcił numer Charlotte.
Telefon odezwał się z drugiego końca pokoju, spod komody.
- Kurwa.
Oparł się ciężko o szafkę i odpalił papierosa. Wzrokiem niemalże nieprzytomnym ze zdenerwowania rozejrzał się jeszcze raz dookoła. Zauważył leżący na biurku notesik w wieśniacką, kiczowatą panterkę.
Otworzył go i drżącymi dłońmi przerzucał karteczki.
Jest. Numer do szpitala.
- Dzień dobry, Pizza Na Telefon, czy mogę przyjąć zamówienie?
Rozłączył się.
- Kurwa, to jest 0 czy 6?! – warknął, wykręcając numer ponownie.
- Szpital Psychiatryczny Świętego Michała Archanioła, w czym mogę pomóc? – głos w słuchawce był zaskakująco miły.
Tim odetchnął z ulgą.
- Witam, chciałbym rozmawiać z doktor Charlotte Humphreys.
- Proszę chwileczkę poczekać, połączę pana. – Tim usłyszał szelest papierów i odgłos przycisków na cyferblacie. – Przykro mi, ale według mojego grafiku, jej ostatni meldunek w pracy miał miejsce cztery dni temu.
- Słucham?
- Pani doktor od czterech dni nie była w pracy. Jeżeli chce się pan z nią skontaktować, proszę dzwonić na komórkę. Proszę zanotować...
- Mam jej numer – powiedział Tim. – Nie odbiera.
- Przykro mi, ale nie mogę panu udzielić więcej informacji – Kobieta wcale nie wydawała się być zmartwiona. – Jeżeli pan chce, proszę przyjechać na miejsce i porozmawiać z dyrektorem.
- Nie omieszkam – Rzucił słuchawką.Jak błyskawica chwycił wiszącą na krześle kurtkę, zgarnął z blatu klucze i zatrzasnął za sobą drzwi.


* * *


- Nikt nie może się zorientować, co się stało. Adam Slater musi się odnaleźć ZANIM sprawą zainteresują się media! – Jonathan Barney, rzecznik prasowy Szpitala Świętego Michała Archanioła w Nowym Jorku, nerwowo wyłamał palce. – Jeżeli ktokolwiek dowie się, że pozwoliliśmy temu pojebowi zwiać, polecą głowy.
- A co z Charlotte? Nie było jej w pracy od czterech dni. Nie odbiera telefonów...
- I nie ma jej w domu – Tim Knox wszedł do małego pokoju, patrząc na zgromadzone tam osoby z niesmakiem. – Tim Knox, starszy oficer Departamentu Policji w Nowym Jorku.
Barney wstał gwałtownie z fotela.
- Panie Knox, to poufna rozmowa, proszę wyjść – rzekł, siląc się na spokój, choć krople potu na jego czole wyrażały co innego.
- Jestem z policji, nie słyszał pan? – Tim bez pardonu usiadł na jednym z wolnych krzeseł. – Skoro wam uciekł pancjent, a lekarka, która zajmowała się jego sprawą zniknęła, powinniście już dawno przetrząsać miasto. Chciałbym zobaczyć dokumentację medyczną Adama Slatera.
- Przykro mi, ale to niemożliwe. Musi mieć pan nakaz. – Jonathan Barney wciąż próbował się bronić. – Nie mogę panu ot tak udostępnić teczki pacjenta.
- Ależ oczywiście, że pan może – Tim sięgnął do kieszeni, wyciągnął papierosa i odpalił go, głęboko zaciągając się dymem. – Bardzo ładnie pana proszę.
- Tu nie wolno palić.
- Gówno mnie to obchodzi. Słyszałem waszą rozmowę i możecie mieć problem, jeżeli naczelnik policji dowie się, że chcecie zataić zniknięcie mordercy. Utrudnia pan śledztwo, panie...
- Barney – Twarz Jonathana przybrała purpurowy kolor. – Chciałbym w takim razie porozmawiać z oficerem , który to śledztwo prowadzi.
- Niech pan mówi, zamienam się w słuch – Tim uśmiechnął się paskudnie. – A teraz poproszę o akta.


* * *


Dzień był słoneczny i ciepły. Oblane zielenią drzewa poruszały rytmicznie w takt podmuchów wiatru, a pobliski potok szumiał miarowo. Charlotte wyjrzała przez okno, chcąc choć na chwilę oderwać się od ponurej rzeczywistości.
- Chciałabym pójść na spacer – powiedziała cicho, zerkając na Adama, który siedział na kanapie i sączył kawę. – Nie ucieknę ci.
- Wiesz dobrze, że to niemożliwe – odparł, przełykając napój. – Nie mogę ryzykować.
- Nie ucieknę ci – powtórzyła. – Nie możemy cały czas tu siedzieć, zwariować idzie.
- Co ty wiesz o wariowaniu, kobieto? – sarknął Adam. – Zostajemy.
- Proszę...
- Nie.
- Adamie... – Charlotte poczuła, jak pod jej powiekami wzbierają łzy. – Przysięgam, że ci nie ucieknę.
- Nie wierzę ci – burknął. – Już raz próbowałaś dać nogę.
- Zostanę z tobą – powiedziała, tym razem dobitniej – Nie pozwolę, żebyś znów był sam.


* * *


Czy ona wie, w co się pakuje? Przebywanie ze mną to jak siedzenie na bombie, która lada moment może wybuchnąć.
Nie wiem, co ją we mnie pociąga, ale chyba powinienem zacząć się bać. Nie chciałbym, żeby stało się jej coś złego, wszak w tym momencie jest jedyną osobą, która jeszcze przy mnie trwa.
Patrzę na nią, jak – przywiązana dość długą liną do balustrady werandy – chodzi w tę i z powrotem, chcąc zażyć trochę świeżego powietrza. Popijam kawę i napawam się widokiem, który prawie codziennie nawiedza mnie w snach – uwiązana, zdana tylko na mnie Charlotte.
Jestem chory. Teraz już wiem, że to, co się ze mną dzieje, nie jest do końca normalne. Charlotte uchyliła rąbka tajemnicy i powiedziała mi, że czasami nazywam się Henry i jestem bardzo miły. Trochę mnie to zabolało, bo przecież staram się być miły cały czas. To, że mi nie wychodzi, to już nie moja wina.
Usiadła na schodkach i wyciągnęła swoje kuszące, piękne nogi w przód. Widzę, że wyraźnie cieszy się z promieni słońca, które pieszczą jej jakże uroczą twarz. Ale nie pozwolę jej na więcej. Musi nauczyć się czerpać przyjemność z czego innego, na przykład z mojego dotyku, który – jak dotąd – skutecznie ją odrzuca.
Zapewne ktoś Ci kiedyś powiedział, Drogi Czytelniku, że nie powinieneś rezygnować z marzeń. Nie potępiaj mnie zatem, jeżeli powiem Ci, że ja nie mam zamiaru rezygnować ze swoich.
Moje marzenie siedzi właśnie na werandzie i rozkoszuje się ciepłem dnia, podczas gdy ja siedzę przy oknie i obserwuję, żałując, że nie mam aparatu fotograficznego.
To smutne, ale chciałbym kiedyś powiedzieć, że Charlotte mnie kocha. Chciałbym powiedzieć, że to ja ją kocham.
Nie umiem. Pragnę jej, niemalże do bólu; każdy jej gest przyprawia mnie o zawrót głowy, moje serce gwałtownie przyspiesza, a i tak niepoukładane myśli pędzą na złamanie karku.
Ale nie nazwałbym tego miłością.
Może kiedyś.
Charlotte pomachała do mnie ręką na znak, że chce wejść do środka. Odwiązałem ją od balustrady i puściłem przodem, bym choć przez moment mógł napawać się widokem jej zgrabnej dupy.
- Zapaliłabym papierosa – powiedziała, gdy zasunąłem rygiel w drzwiach. – Masz fajki?
- Mam – odparłem, sięgnąłem do kieszeni i wyjąłem z paczki jednego papierosa. – Odpalę ci.
Włożyłem fajkę do ust i zapaliłem ją, zaciągając się głęboko. Paliliśmy „po studencku”, stykając się wargami.
Kocham życie.


 


 


 


 


 


 



.





Od autorki

Księga
Fav

Prolog
I
II

Czytam
Morbid
Crescendo
Shatterproof
Sirius
The Mating Game
Londyńska Mgła




Grafika i html są własnością i dziełem autorki. Jakiekolwiek ich użycie bez jej zgody będzie zgłaszane i pociągnie za sobą odpowiednie konsekwencje!
Zdjęcia: brushes1 brushes2 textures